Stać się człowiekiem wiary – pisze Marcin Zieliński.

 

Wiara. Wiara – to bardzo popularny temat, szczególnie w polskim społeczeństwie. Większość Polaków uważa się za osoby wierzące. Większość z nas urodziła się w katolickich rodzinach, gdzie wiara wydaje się nam być „wszczepiona” w nasze serca. Lecz czym tak naprawdę jest biblijna wiara? Wielokrotnie podczas ewangelizacji spotykamy ludzi, którzy mówią: Tak, wierzę, lecz z Kościołem „mam nie po drodze”. Niektórzy mówią, że wierzą, nie mając jednak czasu na modlitwę. Co na ten temat mówi nam słowo Boże? Z pomocą przychodzi nam List do Hebrajczyków (Hbr 11, 1), w którym czytamy, jaka jest biblijna definicja wiary: „Wiara zaś jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy.” Kiedyś czytając rożne tłumaczenia Nowego Testamentu sprawdzałem ten tekst na kilka rożnych sposobów. Te tłumaczenia przyszły mi z pomocą, by lepiej zrozumieć powyższe zdanie. Czytamy, że wiara jest poręką, lecz inne tłumaczenia mówią, że jest również substancją lub gruntem. Nie ukrywam, że te dwa zwroty pomogły mi znaleźć w tym wersecie głębię. Dla nas wiara jest czymś niematerialnym i nienamacalnym. Ciężko ją opisać, trudno zmierzyć. Jest czymś bliżej nieokreślonym. Jednak słyszymy, że jest substancją, czymś co można dotknąć, gruntem, na którym można oprzeć swoje życie! Pamiętam historię znajomego księdza opowiadającego o swoim doświadczeniu, które nawróciło go z bycia tylko religijnym – do bycia osobą wierzącą. Opowiadał, jak któregoś razu poszedł na normalne cotygodniowe spotkanie Odnowy w Duchu Świętym odbywające się w jego mieście. Planował już, by zostać księdzem, ale gdyby nie to wydarzenie, o którym za chwilę opowiem, byłby – jak sam wspomniał – księdzem przełączającym jedynie kanały w telewizorze. Spotkanie zaczęło się tak jak zwykle: zapalenie świecy, przyzywanie Ducha Świetego i… nagle zaczęło dziać się coś, czego nigdy wcześniej nie widział. Jedna osoba po drugiej zaczynały się trząść i padać na podłogę. Jak sam mówi, nie wiedział, co się dzieje. Nigdy wcześniej takie rzeczy się nie działy. Gdy zaczął zastanawiać się o co tu chodzi, i czy to nie jest przypadkiem jakaś aktorska gra, sam zaczął się trząść – i po chwili znalazł się na podłodze. Mówił o tym z wielkim przejęciem. Gdy leżał na podłodze, zobaczył co działo się w duchowej rzeczywistości – zobaczył rzeczywistość wiary. Jak opowiadał, toczyła się tam walka o jego duszę. Z jednej strony widział ogromną ciemność, a z drugiej wielką światłość, które jakby przeciągały linę walcząc o jego duszę. Powiedział, że to doświadczenie było bardziej realne niż fizyczna rzeczywistość, w której żyjemy. Wiara więc okazuje się być czymś materialnym, namacalnym. Czasem Bóg daje nam takie doświadczenia, byśmy mogli się obudzić i zacząć żyć prawdziwym życiem wiary. Jest to na tyle ważne, że „Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu.” Wiara, która jest jedynie teorią, wiedzą, że tam gdzieś jest Ktoś, Kto zarządza całym tym światem, nie jest biblijną wiarą, której oczekuje od nas Bóg. Wiara zakłada w sobie bliską i zażyłą więź, poznanie tego, komu wierzę. Tylko kiedy jestem blisko serca Boga, mogę poznać Jego głos, znać rytm bicia Jego serca. Dopiero wtedy jestem zdolny do tego by stać się człowiekiem wiary, człowiekiem, który zrobi to wszystko, o co poprosi go Pan. Takimi ludźmi byli Mojżesz, Noe czy Maryja. Wiara w ich życiu wiązała się z podjęciem ogromnego ryzyka. Mojżesz usłyszał od Boga, że ma wyprowadzić cały naród z niewoli egipskiej – dostał zadanie, by iść przed oblicze Faraona i z nim rozmawiać. Mojżesz nie umiał przemawiać, nie miał doświadczenia. Co było jego pewnością? Wiara! Spędzając czas z Bogiem nasiąkał przekonaniem, że to może się udać, że to ryzyko może popłacić. Noe musiał uwierzyć w coś nierealnego. Usłyszał, że na ziemię spadnie potop, i jestem prawie pewien, że w momencie, w którym się o tym dowiedział, na niebie świeciło piękne słońce. Czytamy: „Przez wiarę Noe został pouczony cudownie o tym, czego jeszcze nie można było ujrzeć, i pełen bojaźni zbudował arkę, aby zbawić swą rodzinę. Przez wiarę też potępił świat i stał się dziedzicem sprawiedliwości, którą otrzymuje się przez wiarę” (Hbr 11, 7). Wiara wymaga od nas czasem trudnych wyborów. Kogo posłuchać ? Czy mam posłuchać ludzi, których znam, przyjaciół, z którymi się liczę, może rodziny, za którą jestem odpowiedzialny, czy niewidzialnego Boga, w którego wierzę i którego głos słyszę na modlitwie? Maryja uwierzyła aniołowi, że plan, który usłyszała jest planem Boga. I to mogło kosztować ją życie! Za jej „tak” Żydzi mogli ją ukamienować, ponieważ była w ciąży, a „nie znała męża”. Skąd wzięła się ta odwaga? Z wiary!!! Z wiary w Tego, który dał obietnicę. Pan chce, abyśmy byli jak oni- Mojżesz, Noe, Maryja. Chce, byśmy biorąc przykład z ich bohaterskiej wiary sami stawali się „dziedzicami obietnic”. Nasza wiara będzie poddawana próbie, ale tylko po to, by wnieść się na jej wyżyny. Pamietam, gdy po moim nawróceniu wolałem do Boga: „Możesz uczynić wszystko z moim życiem!” Nie spodziewałem się jednak, że odpowiedź przyjdzie tak szybko. Któregoś razu podczas modlitwy poczułem w sercu cichy szept, który mówił mi: „Chcę byś chodził po domach i mówił o Mnie ludziom”. Pamiętam walkę, jaką toczyłem wewnątrz. Nie chciałem by to okazało się prawdą. Myślałem wówczas:„ Co pomyślą o mnie ludzie? Wyjdę na głupka!” Jednak w pewnym momencie znaków, które odczytywałem w swoim życiu było tak dużo, że powiedziałem: „Dobrze”. Pamietam jak dziś, gdy z mocno bijącym sercem pukałem do drzwi ludzi w wieżowcu i zastanawiałem się co będzie dalej… Fakty były takie, że nikt z tych, którzy otworzyli mi drzwi, nie chciał ze mną rozmawiać… Z jednej strony byłem bardzo szczęśliwy, z drugiej rozczarowany. „Czemu Boże oczekiwałeś tego ode mnie, po co mi o tym mówiłeś, skoro nic z tego?!”. Na wieczorną modlitwę uwielbienia dotarłem dość zniechęcony. Gdy mieliśmy kończyć spotkanie stało się coś nieoczekiwanego. Nagle poczułem bliską obecność Ducha Świętego i zrozumiałem, że Bogu wcale nie chodziło o to, by zrobić ze mną coś niezwykłego, ale On sprawdzał czy mam wiarę, by jeśli On o to poprosi zrobić z siebie głupka… – dla Niego!

Marcin Zieliński – lider wspólnoty Głos Pana, ewangelizator. Autor Książki „Rozpal wiarę, a będą działy się cuda.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *