MIłość

Miłość

Każdy, kto choć raz zobaczył film Jerzego Łukaszewicza – „Faustyna”, zapamiętał ostatni monolog s. Feliksy, granej przez Danutę Szaflarską:  „Przez 50 lat żyłam tak, jak żyłam. Wciąż biegłam. Poprosiłam o furtę, bo kiedyś przyszedłeś tu w podartym płaszczu, z pobitą twarzą. Przyszedłeś do siostry Faustyny i prosiłeś o jedzenie. Ona Cię poznała. Czekam w tej samej furcie i nie przychodzisz do mnie – chociaż jesteś wszędzie”. Myślę, że trudno znaleźć w  filmach bardziej wstrząsający moment mówiący o miłości i oczekiwaniu. Kiedy zastanawiam się nad tym końcowym monologiem, pierwsze skojarzenie przywołuje myśli o naśladowaniu. Tak , jakby istniał przepis na miłość, a zmieszanie wszystkich składników z receptury – w odpowiednich ilościach i w odpowiedniej kolejności – dawało zawsze końcowy efekt. Starsza siostra zakonna,  po 50 latach życia w świecie ślubów zakonnych, chce tak jak św. siostra Faustyna rozpoznać Podmiot swoich ślubów, swojego życia – Jezusa. Siedzi w tej samej furcie i czeka, wiedząc, że Bóg jest wszędzie – ale nie w przestrzeni jej czekania. Pamiętam, jak prawie 30 lat temu, z zaskoczeniem słuchałem wykładu ks. Mariana Gabryelczyka MSF : „O modlitwie”. Prezentując karmelitańską praktykę modlitewną zwrócił uwagę na to, co moim zdaniem jest głównym założeniem postawy oczekującej zakonnicy z filmu. Misjonarz Świętej Rodziny powiedział, że modlitwa miłości to nie wpatrywanie się w oblicze Boga, ale to patrzenie w tę samą stronę, w którą patrzy Jezus i próba spojrzenia na rzeczywistość tak, jak widzi ją Jezus. Nie sądziłem nigdy, że pilne słuchanie jest moją cechą,  ale ten obraz z wykładu i rysunek z tablicy mam do dziś w pamięci. To pomaga mi czasem w identyfikacji wielu problemów, które dostrzega się w otaczającym świecie.

Liczy się nie tylko spojrzenie, ale kierunek patrzenia i cel. Mówiąc o miłości często zostajemy pochłonięci jedynie przez emocjonalność uczucia, które pulsuje w tym słowie. I może dobrze, że dostrzegamy choć ten jego aspekt. Ale miłość to nie emocje, bo gdyby tak było, to z przekazu Ewangelii pozostałyby tylko: ulga z odnalezienia w świątyni, radość cudów i płacz nad męką Jezusa. Chyba nie to jest przesłaniem Dobrej Nowiny o zbawieniu – choć niewątpliwie dużo sił i myśli pociągają za sobą powyższe przykłady, jeżeli zastanowimy się nad sensem zawartych w nich uczuć. Pamiętam jednak, jak bardzo szczęśliwi w Ewangelii byli uczniowie na Górze Tabor. Przecież apostołowie: Piotr, Jakub i Jan będąc z Jezusem  oraz widząc Jego przemienienie i obecność Mojżesza, i Eliasza, chcą, by ta chwila trwała bez końca. Ostatnią rzeczą, o której myślą, jest opuszczenie tego miejsca – tej atmosfery, tego szczęścia. Z góry szczęścia trzeba jednak zejść, choć nie należy zapominać tych chwil niezwykłych i towarzyszących im uczuć. Trzeba pójść w stronę, w którą patrzy Jezus. Każdy, kto był w Pinakotece Watykańskiej musiał zobaczyć niezwykły – ponad 4 metrowy obraz „Przemienienie Pańskie” pędzla Rafaela. Rafael przedstawił cud przemienia w kontrapunkcie tłumu otaczającego Tabor.

Lud zgromadzony u podnóża góry powinien spojrzeć na Chrystusa w śnieżnobiałej szacie chwały. On jest jednak zainteresowany tym, co wykrzykuje opętany chłopiec. Myślę, że to jeden z najlepszych obrazów ukazujący przestrzenie miłości. Spróbujmy wczuć się w sytuację trzech apostołów, którzy byli na Taborze. Wiedzą, że widzieli coś najważniejszego dla historii świata – widzieli chwałę Jezusa i słyszeli głos Ojca. Jak to powiedzieć tłumowi, który emocjonuje się widokiem opętanego chłopca?

I to jest chyba najlepsza ilustracja miłości – nie patrzeć na tłum, który w szumie nic nie usłyszy, ale patrzeć tam, gdzie patrzy Jezus i nie zapomnieć radości Taboru, bo to da siłę do wiernego trwania w miłości. Trafnie tę przestrzeń miłości oddaje Emily Dickinson:

„Czekać Godzinę – to długo-
Jeśli Miłość ma się tuż przed sobą-
Czekać Wieczność całą – to krótko-
Jeśli Miłość jest na końcu nagrodą”.

I znowu przypominam sobie mądry wykład misjonarza Świętej Rodziny: „ W trzech charyzmatach Zgromadzenia Misjonarzy Świętej Rodziny: misjach, rodzinie i powołaniach kapłańskich i zakonnych skrywa się miłość – bo tylko tak można pracować pośród rodzin, kiedy wie się, co jest Miłością”.

Remigiusz T. Ciesielski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *