Miłość trzeba udźwignąć

 Miłość trzeba udźwignąć

Było mnóstwo ludzi. Krzyk. Wrzask przypominający zabawę. Nie było śmiesznie. Tłum napierał – nie chciał ułatwiać drogi. Wszystko było w rękach tłumu, który setkami dłoni pokazywał w gestach migowych nienawiść. Skazany, potykający się na drodze, tylko tyle mógł dostrzec, bo ból nie pozwalał nic usłyszeć. Pięści czasem tak szczelnie ściśnięte, że zdawały się wyciskać krew z ostrych kamieni. Ludzie stojący w oddali smutnieli coraz bardziej, nie ze współczucia, a z rozczarowania, bo widok był inny niż oczekiwany. W ich oczach bohater spektaklu nie  był pierwszoplanowy, raczej niewyraźnie wyeksponowany. Musieli zdawać się na zdawkowe opisy wydarzeń tych, co byli fizycznie blisko i zarazem tak daleko od cierpienia. Opisy wydarzeń też rozczarowały.

-No, co się dzieje? Dlaczego się zatrzymujemy? Co tam widać?

Odpowiedź banalna, jak cała historia widziana z oddali:

– Nic… ktoś idzie… jest… upadł,  On słabnie. A udawał mocnego.

-Dlaczego tak wolno? – pytali niektórzy. –  Ile to potrwa? Codzienne sprawy czekają! No, mówcie, co widać?

– Nic, idzie, taki słaby. A takiego udawał silnego …

– Niech Mu ktoś powie, żeby szedł szybciej…, niech Go ktoś pośpieszy. Ile można czekać i ile oglądać?

Dialog zdawkowy. Czego jednak się spodziewać po rozmowach ludzi, którzy nie widzą zbyt wiele. Tłum ma swoje prawa, wsłuchuje się w prymitywne uczucia i otrzepuje ręce z odpowiedzialności.

Pytania tłumu – krótkie, bezrefleksyjne, nie wymagające odpowiedzi, ale przez wszystkich zrozumiałe, wymuszające uległość.

Nawet wtedy, gdy na oczach tłumu wydarzyć miało się coś, co rzuci na świat Miłość, nie mieli czasu i cierpliwości, by prosić o litość. Nie ma czasu na zmiany. Tłum nie może się mylić. Trzeba ukrzyżować!

Było ich tylu, a nikt z nich nie pomyślał, żeby pomóc. Nawet nie dlatego, by ulżyć Temu, który szedł, upadał, słabł, ale by przyspieszyć to, co było powodem ich zniecierpliwienia. To przecież prywatna droga krzyżowa. Nikt nie mógł się wyłamać – byli tłumem sklejonym w masę.

– No niech Mu ktoś powie, żeby szedł szybciej…, niech Go ktoś pośpieszy. Ile można czekać i ile oglądać?

Zobaczenie idącego inną drogą Szymona było powodem zaskoczenia. Trzeba go zawrócić, przymusić do współudziału. Dotąd niezainteresowany – właśnie skończył swoją pracę. Dano mu najlepszy punkt obserwacyjny, musiał stanąć najbliżej – podniósł Krzyż.

Cyrenejczyk nie był w tłumie, nie miał czasu ani ochoty na wysiłek. Zmęczony skończył to, co do niego należało – swoją robotę. Nikt nie pytał o zgodę … Krzyż stanął na drodze,  wybór był dość ograniczony: patrzeć lub dźwigać.

Droga pewnie nie stała się łatwiejsza, choć tłum był bardziej zadowolony, bo przyspieszono nieco całą tę Golgotę…

Szymon wrócił do domu bijąc się z myślami o minionym dniu. Gdyby to było dzisiaj – pewnie wypiłby piwo… Trudno zestawić swoją ciężką pracę w polu i obraz męczennika. Z dystansu widzi się wyraźniej, coś tam nie pasuje… Nie będzie już nigdy spokojny o to czy pomógł, czy został współwinnym. Pomógł nieść Krzyż. Ale pomaganie jest według niego słowem nie na miejscu. Nikogo nie uchronił – raczej przyspieszył ten moment. Cel był przecież wiadomy. Mówiono, że konający zawołał, aby Bóg wszystkim wybaczył. Prawdziwa Miłość.

Anonim

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *