Jedno zdanie…

Jedno zdanie…

Gdyby jakimś dziwnym trafem zostały zniszczone wszystkie egzemplarze Biblii na świecie  i zostałaby tylko jedna księga Nowego Testamentu… A nawet gdyby ta jedna księga uległa zniszczeniu, a z niej ocalałoby tylko jedno zdanie, cała Biblia by przetrwała. Jaka to księga? Jakie zdanie? Św. Augustyn mówi: „Bo Bóg jest Miłością” (to zdanie z 1J 4, 8b).

Wiele osób, którym to mówię, odpowiada mi: „Proszę księdza ale my to wiemy…” Wtedy bardzo często mam ochotę im odpowiedzieć: „Cieszę się, ale dlaczego tego nie widać w waszym życiu?”  Jaki jest bowiem sens wiedzy, która nie ma odzwierciedlenia w przyjmowanych postawach we własnym życiu? Zwykle przecież  w relacjach z ludźmi  pojawia się cynizm wobec tych,  którzy deklarują wiedzę ale z niej nie korzystają, bo mylą wiedzę  z mądrością lub utożsamiają ją ze zwykłą informacją.

Dlaczego tak jest? Wiemy dużo o Bogu, wielu z nas słucha różnych homilii, rekolekcji w Internecie, czasem podejmujemy z zaangażowaniem różne działania, by znaleźć się na rekolekcjach które głosi jakaś znana osoba… Tak wiele wiemy o Bogu od innych.  Na tym uspokajającym zdaniu poprzestajemy. Wiemy o Nim, ale czy Go znamy? Czy znamy Boga, który objawia się każdemu z nas indywidualnie? Gdyby tak było, nie mielibyśmy tylu sierot w Kościele – które wiedzą, że mają Ojca w Niebie, ale żyją tak, jakby Go nie znały…

Słuchamy jakiegoś rekolekcjonisty, który głosi: „Bóg jest miłością…”, a peuntą w naszych sercach jest stwierdzenie: „Chciałbym aby było tak, jak głosisz, ale w moim życiu to jest niemożliwe… Dobrze się ciebie słucha, ale życie jest takie trudne”.

Czy pozwoliłeś sobie chociaż raz w życiu na ten luksus, by cały dzień przeżyć pod czułym spojrzeniem Boga Ojca, który jest miłością? Zaobserwuj dzieci. Jak one się zachowują, kiedy wiedzą, że ich tata i mama są w pobliżu i nic im nie grozi, a na pewno nic im nie grozi z ich strony? Czy chociaż raz w życiu pozwoliłeś sobie na to, by spędzić dzień jak umiłowane dziecko Boże, dziecko, które w pokoju i radości zajmuje się swoimi sprawami  ze świadomością, że Ojciec-Miłość patrzy i czuwa?

Ostatnio przeczytałem na FB wpis osoby ze wspólnoty, która pościła 21 dni na początku tego roku. Motywowała innych do postu w taki sposób: „Co słychać Wspólnoto? Proszę Was byście w poście nie stosowali zasady – WSZYSTKO ALBO NIC. Jest to typowe myślenie podczas trudnego postu – generalnie: norma.
Jeżeli coś się Wam przydarzy – grzeszek jedzeniowy :), z różnych przyczyn zaliczycie upadeczek – NIC SIĘ NIE DZIEJE 🙂 Wstawajcie, otrzepcie kolanka i jedziemy dalej razem do przodu! RAZEM! 🙂
Nasz Bóg nie jest aptekarzem 🙂 On widzi nasze starania, nie upadki. On nas podnosi – zawsze. Każdy dzień postu to Wasz sukces, każdy postny posiłek – inny niż te, które lubicie – to Wasz sukces:  na Jego chwałę! Bądźcie dla siebie dobrzy, bo nasz Bóg jest dobry :)” Nie chodzi o usypianie czujności serca, Bóg widzi nasze upadki, ale widzi je po to, aby pomóc…

Czy to nie piękne, wyznanie  –  wyrażające nie tylko zrozumienie jaki jest Bóg,  ale jest ono też zachętą do tego, by tą prawdą żyć.

Warto postawić pytanie dość zasadnicze do prawdy, że Bóg jest Miłością. Czy ty chcesz być o tym tylko poinformowany, czy może pozwolisz sobie na posiadanie tej wiedzy, czy wreszcie zechcesz  uczynić z tego mądrość życiową? Pozwól sobie na to, by Bóg był Miłością w twoim życiu, by był najlepszym Ojcem, nieskończoną Dobrocią. Dlaczego??? Bo On właśnie taki jest.

Ks. Radosław Rafał MSF

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *